I ujrzałem bestię …
Propedeutyka Łagodnej Apokalipsy
Tadeusz Stanisław Piotrowski (Jan Seidżin)
4. Wątpliwości
Zaprezentowana na poprzednich stronach wizja jest przerażająca. Niestety, wydaje się ona być wystarczająco dobrze uzasadniona. Nad taką konstatacją nie można przejść – ot, tak sobie – do porządku .dziennego. Zbyt ważkich spraw dotyka i zbyt brzemienne w konsekwencje :musi być przyjęcie jej za absolutnie słuszną. Dlatego też – sądzę – powinniśmy raz jeszcze zastanowić się nad jej zasadnością, raz jeszcze zbadać czy zarysowana przez nas ponura przyszłość ludzkości jest czymś nieuniknionym.
Całe nasze rozumowanie prowadzące do tak dramatycznych wniosków oparte jest o pewien skonstruowany przez nas model odwzorowujący zorganizowane w państwo społeczeństwo. Nasuwa się kluczowe dla sprawy pytanie: czy jest to model wystarczająco adekwatny, czy dostatecznie wiernie odwzorowuje złożoną rzeczywistość by można było wyprowadzone-na jego podstawie wnioski uznać za wiarygodne. Model ten jest – oględnie mówiąc – grubym uproszczeniem tej rzeczywistości. Może więc nasze katastroficzne prognozy są wątpliwej próby? Może pesymistyczne wnioski co do tragicznego zakończenia totalitarystycznej „przygody” przeżywanej obecnie przez ludzkość są przedwczesne?
Niestety, jednoznacznej odpowiedzi na powyższe pytania nie da się udzielić .Z jednej strony nasze analizy istotnie nie są do końca naukowo ścisłe, jednak z drugiej strony, trudno w nich się dopatrzyć jakichś błędów logicznych. Niestety, a może właśnie na szczęście! Przecież ta niepewność to jedyne źródło wątłej nadziei. A jak tu żyć bez nadzieiI)!
Spróbujmy zbadać na ile ta nadzieja jest uzasadniona. Wiąże się ona z niedostatkami naszych analiz, zaś niedostatki te są szczegółowymi przejawami nieprecyzyjności modelu jaki posłużył za przesłanką katastroficznych wniosków.
Pierwszym z tych niedostatków jest niepewność co do tego czy w modelu zostały uwzględnione wszystkie istotne z punktu rozpatrywanego zagadnienia elementy rzeczywistości.
Być może takie nieuwzględnione elementy istnieją i być może nie branie ich pod uwagę zaważyło na stawianych przez nas prognozach. Może też nieistotne obecnie elementy rzeczywistości nabiorą w przyszłości znaczenia i ujawnią się w pewnym momencie, dramatycznie zmieniając przebieg procesów społecznych.
Elementem takim mogłaby być „wydolność” systemu „państwo”. Naturalny proces „porządkowania” gdy dotyczy jednostek ludzkich niszczy ich aktywność i inicjatywę. Musi to prowadzić, z jednej strony. do podupadania społeczeństwa, z drugiej zaś strony, do-degenerowania się tworu państwowego – przecież jego siłą. napędową są, w ostatecznym rachunku, ludzie. Rodzi się pytanie: czy efektem tego procesu powinno być umacnianie się państwa czy też odwrotnie jego rozprzęganie się, połączone z odzyskiwaniem przez społeczeństwo podmiotowości. Historia zdaje się dostarczać pewnych argumentów na rzecz tej drugiej hipotezy. Wydaje się, że w dziejach ludzkości można obserwować proces załamywania, się rozwoju tworów państwowych w kierunku totalitaryzmu na skutek wywoływanej tym rozwojem stagnacji społecznej.
Jednak upadek systemu blokującego rozwój niezbędnych dla swego istnienia sił odbywał się zawsze w wyniku interwencji zewnętrznej. Innym kierunkiem rozwoju wypadków bywały wewnętrzne rewolucje. Nie prowadziły one jednak nigdy do okiełznania autonomicznego demona – z powodów analizowanych w rozdziale 3. ego eseju.
Obecnie w odniesieniu do najbardziej. zaawansowanych w totalitarystycznym rozwoju państw, scenariusz zewnętrznej interwencji jest – jak dobrze wiemy – niemożliwy. Poza tym okres do początków XX wieku należy traktować jako prehistorię systemów państwowych – jeszcze sto lat temu w absolutystycznej Rosji carskiej można było .z powodzeniem realizować, w opozycji-do państwa, pozytywistyczny program tzw. pracy organiczne j, obecnie nawet nie do pomyślenia. Współczesne twory państwowe wyposażone są. w tak skuteczne instrumenty przymusu, że – w praktyce -kontrolują wszystkie społeczne zachowania i mogą nie dopuścić do osłabienia swoich sił obronnych niezależnie od postaw-konstytuujących je jednostek . Można więc – wbrew nieomal powszechnym wyobrażeniom – skonstruować wizję społeczeństwa spauperyzowanego, podupadłego i. zniewolonego przez kwitnące na swój nieludzki, a raczej antyludzki, sposób państwo.
Powyższe stwierdzenie ;jest szczególnie sprzeczne z przekonaniami naszych rodaków. Miliony ludzi w Polsce nie mają najmniej wątpliwości co do tego, że „im gorzej tym lepiej” – nawet jeżeli werbalnie odżegnują się od tej – oficjalnie potępianej – dewizy. Z satysfakcją obserwują wszelkie niepowodzenia .ekonomiczne swojej ojczyzny, a zwłaszcza „Wielkiego Brata”. Czekają „kiedy się to wszystko rozsypie” w przekonaniu, że jedyna droga do poprawy prowadzi „przez dno”. Takie postawy mają -swoje głęboki uzasadnienie. Biorą się one z doświadczeń społecznych, z ich ekstrapolacji na przyszłość. Przecież w ciągu kilkudziesięciu ostatnich lat w Polsce wielokrotnie dochodziło do – co prawda ograniczonego i jedynie przejściowego – cofania się -państwa pod naciskiem społeczeństwa. Zawsze pierwotną przyczyną było pogarszanie się poziomu życia społeczeństwa skłaniające je do masowych wystąpień. Przecież „ojcem” Polskiego Sierpnia był nasz kryzys ekonomiczny. Racjonalnym jest więc dla wielu przekonanie, że przyszły udany „strajk generalny” – będący efektem gwałtownego uzewnętrznienia się niezadowolenia społeczeństwa – doprowadzi do upadku niewolącego nas potwora. Jeżeli nie „ogólnopolski” to „ogólnoradziecki”.
Są to jednak nadzieje najzupełniej złudne. Empirycznych dowodów na to, że nędza społeczeństwa nie jest wcale równoważna ze słabością państwa dostarczył Stalin w latach 30-tych, w czasie przeprowadzanej wtedy kolektywizacji radzieckiej wsi. Ginęły miliony a państwo się jedynie umacniało. Zresztą podobne “„eksperymenty””- co prawda na mniejszą skalę – bywały przeprowadzane i wcześniej. Zawsze z podobnym rezultatem.
Innym elementem, .który być może będzie, miał w przyszłości znaczny, kto wie czy nie decydujący, wpływ na losy ludzkości, a tory nie został – bo nie mógł zostać – w naszym modelu ujęty, jest nauka. Elementami konstytuującymi systemy państwowe są jednostki ludzkie, a więc istoty obdarzone, inteligencją i świadomością. W związku z tym nie można odrzucić a priori hipotezy, że kiedyś nauczą się one celowo i skutecznie kształtować swoje własne środowisko społeczne – jakkolwiek by to nie było trudne w realizacji. Przecież już teraz potrafią – co prawda .w ograniczonym zakresie – sterować rozwojem takich systemów naturalnych jak rośliny uprawne, zwierzęta- hodowlane i systemy ekologiczne. Na razie przeprowadzają to na drodze selekcji i stosownych zewnętrznych oddziaływań stymulujących pożądane zmiany, ale już uczą się trudnej sztuki inżynierii genetycznej. Kto wie czy nie jest już bliski dzień, w którym możliwe będzie wyhodowanie, z odpowiednio zaprogramowanego materiału genetycznego, organizmu żywego – a więc systemu naturalnego – o dowolnie i z góry zaplanowanych cechach.
W odniesieniu do zorganizowanych społeczności ludzkich „inżynieria genetyczna” polegałaby na wprowadzaniu takich rozwiązań instytucjonalnych: prawnych, organizacyjnych, kulturowych, które prowadziłyby do ukształtowania się, na drodze powolnej ewolucji, pożądanego modelu państwa i społeczeństwa. Takie „operacje genetyczne” – aczkolwiek już, przez dyletantów, w historii ludzkości przeprowadzane – są szczególnie trudne do przeprowadzenia. Po pierwsze, nie można posłużyć się „królikami doświadczalnymi”: „manipulacje genetyczne” muszą być dokonywane na żywym, wrażliwym organizmie społecznym „zbudowanym” z żywych ludzi, a aż do samego końca nie można przewidzieć ich przejściowych i ostatecznych skutków. Zastanawialiśmy się już nad tym w poprzednim rozdziale. Po drugie, operacje takie może prowadzić nie ten kto – ewentualnie – potrafiłby je z pożytkiem dla społeczeństwa zrealizować, lecz ten kto ma władzę. A – jakeśmy to wykazywali – faktyczną władzę w tworach państwowych sprawuje bezosobowy demon, przeciw któremu to właśnie ma być skierowana zainicjowana „genotypowymi” zmianami ewolucja. Nie jest to więc rozwiązanie przesadnie prawdopodobne.
Drugim rodzajem niedostatków jakach, się można dopatrywać w naszych analizach jest błędna ocena tych elementów; które są uwzględniane. Takim błędem mogłoby być niedowartościowanie „czynnika ludzkiego” Jak już o -tym była mowa, jest on źródłem zasadniczych trudności -w konstruowaniu adekwatnego modelu państwa i przyczyną tego, że – jak dotychczas – nikt nie zaproponował zadawalającego przybliżenia takiego modelu (resztą nie tylko w odniesieniu do państwa); rozwijana przez nas analiza wydaje . się być wystarczająco adekwatna w odniesieniu do społeczności niższych zwierząt: mrówek, termitów, szczurów. Człowiek jednak charakteryzuje się posiadaniem świadomości i dokonywaniem przez nią wyborów na podstawie akceptowanych wartości. Być może tu leży ciężar gatunkowy zagadnieniaII)?
Jak dotychczas nie są znane mechanizmy -tworzenia się i mian tych wartości, tak w odniesieniu do jednostek jak i grup społecznych Nie można jednak odrzucić hipotezy-, że będą się one zmieniać w tym kierunku, że w miarę -zaspokajania w skali społecznej podstawowych potrzeb materialnych, a także w miarę upowszechniania się oświaty (choćby „realno-socjalistycznej”) będą one nabierały charakteru coraz bardziej wysublimowanego, humanistycznego, coraz bardziej stać będą w opozycji do rzeczywistości narzuconej społeczeństwu przez ewolucję tworów państwowych. Na taką możliwość wskazują w sposób bardzo czytelny obserwowane obecnie trendy. Aktywność systemu „państwo” – w sposób oczywisty – stanie na przeszkodzie realizacji tych społecznych wartości, co powinno prowadzić do coraz gwałtowniejszych reakcji przejawiających się w zachowaniach o materialnych skutkach, a prowadzących – być może – do erozji i upadku systemu.
Również i te trendy obserwować można już obecnie. Są one trudno przewidywalne, trudno też prognozować jaki wpływ będą miały na zmiany samego systemu. Przejawiają się przede wszystkim jako załamywanie się mechanizmów zniewalania społeczeństwa przez demona państwa. Obecne, a zwłaszcza – moim zdaniem nieuniknione – przyszłe dramatyczne przemiany w Polsce zapewne rzucą nowe światło na te zagadnienia.
Tak czy inaczej, jak się wydaje, właśnie tu należy doszukiwać się uzasadnienia dla jakiegokolwiek optymizmu. Jednak i ta jego hipotetyczna, wątła przesłanka, aczkolwiek nie może być zupełnie odrzucana, to przecież daje się skutecznie krytykować. popatrzmy bowiem na dotychczasowe dzieje ludzkości. Czy istotnie obserwujemy historyczne zjawisko ciągłego rozwoju ducha ludzkiego, upowszechniania się wyższych celów, szlachetnienia jednostek w skali społecznej? Rozwoju, który owocować ma – jakeśmy to prorokowali – „materialnymi skutkami”.? Można podać wiele dowodów na prawdziwość takiej tezy. Można jednak znaleźć i argumenty przeciwko niej. Jeżeli nawet i założyć, że teza ta jest prawdziwa pozostają jeszcze wątpliwości interpretacyjne. A może to tylko warunki w jakich przyszło żyć ludziom uległy korzystnym zmianom umożliwiającym taką – w istocie swej niesamoistną – ewolucję? Może zmiana tych warunków na gorsze spowoduje drastyczną deprecjację ducha ludzkiego?
Nieludzki, niezamierzony eksperyment jaki został przeprowadzony na Ikach, góralach z północy Ugandy wydaje się to potwierdzaćIII).
Wtrąceni przez obiektywne warunki do czegoś w rodzaju obozu koncentracyjnego, w walce o indywidualne przeżycie zatracili wszystko co kojarzy się z wyższymi wartościami ludzkimi: rodzinę, współpracę, wiarę, nadzieję, miłość … Stali się społecznością będącą zbiorem poszczególnych jednostek kierujących się wprost i bezpośrednio jedynym prawem: prawem osobniczego przetrwania. Zdaniem Collina M. Turnbull’a ewolucja zorganizowanych społeczeństw ludzkich prowadzi do wytworzenia się na całej Ziemi podobnego stanu rzeczy. Wykazuje on w swojej książce, że los Ików wcale nie jest odosobnioną aberracją na tle dziejów ludzkości, że wszyscy dążymy w tym samym kierunku, zaś oni jedynie wyprzedzili nas na tej drodze. W każdym razie przykład Ików pokazuje dowodnie, że szlachetne wyższe preferencje i skłonności ludzkie wcale nie są czymś naturalnym, ani nawet głęboko zakorzenionym, że powstają w społeczeństwie i wraz z degeneracją społeczeństwa mogą zanikać.
Przemiany – zbieżne z tymi jakie występują u Ików – obserwowane przez Turnbull’a w społeczeństwach zachodnich mają tam zupełnie inne podłoże społeczne .Są produktem nie nędzy, jak u Ików, lecz – wręcz odwrotnie – dobrobytu. Okazuje się, że polepszenie warunków materialnych wcale automatycznie nie prowadzi do postępu w dziedzinie świadomości .Powstaje „toynbee’owski” syndrom „stada na soczystej łące przy wodopoju” prowadzący do degeneracji społeczeństwa. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że świadomość jednostek ma charakter społeczny, że nie może się zmieniać niezależnie od społecznych uwarunkowań. Zaś te są obecnie przeciw jednostkom.
Tak więc ogólnikowe wiązanie nadziei z „czynnikiem ludzkim”, z – nieco bardziej konkretnie – przemianami świadomości, daleko niczego nie mówi.
Argument ten mógłby przekonywać jedynie wtedy gdyby poparty został skonstruowaniem scenariusza pokazującego jak od sytuacji obecnej można przejść do czegoś bardziej dla ludzkości optymistycznego. Rzecz jednak w tym, że wszelkie próby opracowania takiego scenariusza haniebnie zawodzą i kończą się f laskiem.
Zrekapitulujmy ten końcowy etap naszych rozważań: Chcąc sobie wyrobić zdanie co do zasadności naszej pesymistycznej wizji przyszłości ludzkości próbowaliśmy podważyć będącą jej podstawą przeprowadzoną w tym eseju analizę zorganizowanych w państwa społeczności, poddając krytyce różne jej elementy. Udało się nam znaleźć pewne przesłanki do tego by w wyniki tej analizy – „tak do końca” – nie wierzyć. Jednak po bliższym przyjrzeniu się im przesłanki te okazały się być bardzo wątłymi. Takie też muszą być i nasze nadzieje.
I) W tym miejscu nie sposób nie nawiązać do hipotetycznej sytuacji psychologicznej w jakiej – być może – znalazł się ongiś Marks w pewnym momencie swojej działalności naukowej. Wyniki obiektywnej analizy rzeczywistości (co prawda, jak wiemy, mocno uproszczonej i w wielu aspektach mylnej) zmuszały go do przyjęcia nieuniknionego wniosku, że logika dziejów jest przeciwko proletariatowi, grupie społecznej, z która się solidaryzował. Procesy „obiektywne” miały – w świetle tej analizy – prowadzić do coraz większego wyzysku tej grupy, do coraz większej jej pauperyzacji. I wtedy – przypuśćmy – niejako w geście rozpaczy, mógł się narodzić nowy Marks, utopijny, romantyczny wizjoner, twórca „naukowego” socjalizmu. Gdyby tak było doskonale go rozumiałbym.
II) mówi na ten temat Leszek Kołakowski: „Człowiek jest tworem natury, lecz naturę przekracza. (…) Jako specjalny twór natury może i musi opierać się pewnym formom determinizmu, którym nie mogą się oprzeć twory niższe.” (cytat za: Henryk Skolimowski: „Zmierzeń- światopoglądu naukowego”. ODNOWA Ltd. Londyn 1974)
III) Collin M. Turnbull: Ikowie, ludzie gór. PIW. Warszawa 1980.
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
-
Ostatnio używane
-
Odnośniki
-
Archiwa
- Czerwiec 2009 (7)
-
Kategorie
-
RSS
Wpisy RSS
Komentarze RSS